Tak jak obiecałem opisuję jakie są losy dalszego wpływu treningu pływackiego na free. Oczywiście chodzi tylko i wyłącznie o moje osobiste spostrzeżenia oraz reakcje indywidualne. Choć wydaje mi się, że mogą one być zbieżne z odczuciami innych.
Pierwsza rzecz dotycząca samego treningu: zwiększyłem jego objętość. Kierowałem się wskazówką jednego z trenerów amerykańskich, którzy twierdzą, że nieistotne jest jak dużo pływamy tylko jak dużo pływamy w jednostce czasu. To zupełnie inne podejście do pojęcia obciążenia treningowego. Wierzcie mi – czuć to w nogach. Zmęczenie jest tak duże, że jak przychodzę do domu to muszę trochę posiedzieć bo ciężko stać na nogach. Towarzyszy temu niestety permanentne zakwaszenie. Czy te zakwasy w ogóle kiedyś odpuszczą ??? Wg teorii niby powinny, ale jakoś nie bardzo to czuję. Do Całości treningu zdecydowałem się dodać jeszcze 1 tygodniowo (niestety z braku czasu i energii) trening typowo siłowy. Niestety z powodu problemów z kregosłupem mam bardzo ograniczony repertuar jeśli chodzi o ćwiczenia siłowe – choć przyznaje, że odpowiednie dobranie przynosi ulgę plecom. Po treningu siłowym nie zapominam o solidnej dawce stretchingu + elementy jogi.
Trening w wodzie wygląda teraz mniej więcej tak (wersja na 50min):
Przy takim podejściu zdecydowałem się ostatnio zrobić test 12*50m pod wodą ze startem co 1:05(interwał jest dosyć długi, ponieważ nie pływałem tego bardzo dawno) i przy okazji przetestowałem monopłetwę GLIDE (ale o tym w innym wpisie).
Aktualne obserwacje:
Na razie niestety nie mam nowych obserwacji jak to się ma do nurkowania na wstrzymanym oddechu. Wstępne testy pokazały, że raczej to nie idzie w parze, ale teraz postanowiłem stopniowo dołączać elementy treningu typowo bezdechowego – raczej hipoksycznego niż hiperkapnicznego. Jeśli moje przupuszczenia są słuszne to powinno się udać wrócić przynajmnie do poprzedniej formy (mam na myśli freediving).
Chętnie dowiem się jak inni przeprowadzają taki trening bezdechowy. Ja mam swoją koncepcję, której jeszcze nie testowałem, ale zamirzam. Nawet nie wiem czy to w ogóle zadziała, ponieważ metoda opiera się tylko i wyłącznie na subiektywnych odczuciach i prostym liczeniu powtórzeń w jednostce czasu. Jak przetestuję opiszę. A wy jakie macie metody?
josetsu lut 11 2011 - 09:52
Trening pływacki jeśłi będzie odpowiednio przeprowadzony sądze że powinien przynieść dobry skutek-niestety nigdy nie byłem dobrym teoretykiem i nazewnictwa tez nie znam. Ja po apneafestiwalu zaczne testowac czy moze wroce do swoich korzeni…powiaze spowrotem plywanie z free. Teraz postepuje zgodnie z zalozeniami MM ktory powiedzial zeby nic wiecej nie robic tylko free przed zawodami.
Co do treningu wg mnie plywasz strasznie krotkie dystanse typowo szybkosciowe- ja wrzucilbym w trening 5* 400 kraul, pracowalbym nad samymi nogami w innym cwiczeniu. Plywanie w wybitny sposob mozna polaczyc z free- plynac typowe piramidki czy drabinki z oddechami co iles cykli czy ctak jak staram sie ja raz na jakis czas dosc ekstremalnie plynac 200 kraul z oddechem tylko po 25 metrach-przeplywam w ten sposob 100 metrow pozniej oodech co pol basenu. Na apneafestiwalu z checia podyskutuje na temat calego treningu…jednak jak dla mnie dysanse ktore plywasz sa za krotkie by mialy przelozenie na free.
mruwa lut 11 2011 - 11:44
Przy doborze dystansów kierowałem się czasem trwania wysiłku i szybkością i rodzajem zachodzących w mięśniach zmian. Przy 5*400 to już (przynajmniej w moim przypadku) typowy wysiłek aerobowy. Ja do tej pory bazowałem na takim tlenowym treningu, więc doszedłem do wniosku, że trzeba coś zmienić (dokładnie pływałem ~800m na początku i ~500-600m na końcu treningu)
Potwierdzam skutecznośc piramidek. Kiedyś ćwiczyłem je regularnie, niestety teraz fizycznie nie mam na to po prostu czasu. Bazowałem na pływaniu kraulem bez przerwy modyfikując oddech co 50m (na basenie 25m) lub co 100m (na 50tce)
Michał lut 14 2011 - 00:48
Hej,
tak na pierwszy rzut oka to Twój program to klasyczny trening interwałowy. Po latach typowego treningu aerobowego sam to stosuję od prawie półtora roku z baaaardzo pozytywnymi rezultatami. I tu się zgadzamy. Natomiast z różnych źródeł „posiadłem” informację – zastrzeżenie, że sesja treningu interwałowego, bez względu na dyscyplinę sportu, nie powinna przekraczać 20-25 minut (mowa o samych interwałach, czyli cyklach wysiłek- odpoczynek), nie częściej niż co 48 hrs (przede wszystkim ze względu na EPOC). I tu się różnimy. U Ciebie, po odjęciu rozgrzewki i luźnego pływania, pozostaje ok. 35 minut. Z osobistych moich prób wiem, że to faktycznie potrafi „dowalić”, tylko pytanie, czy taki jest cel. Trenuję dwa razy w tygodniu i jestem ewidentnie zmęczony po każdej sesji, natomiast zmieniając charakter obciążeń, i trzymając się wysiłku na poziomie 65-95 % VOmax oraz powyzszych ograniczeń, jestem w stanie utrzymać taki reżim przez długie tygodnie i notuję stały, chociaż siłą rzeczy coraz mniejszy postęp.
Żywienie i nawodnienie to kolejne niezbędne według mnie elementy całego procesu. Odpowiednie (czas i ilość) doładowanie się węglowodanami to dla mnie mus, a flacha POWERADE’a już na stałe zagościła w mojej torbie. Kwestia znajomości swojego organizmu, odrobiny teorii, prostych obliczeń i regularności ( z czym jest oczywiście największy problem:-) ). W dłuższym czasie musi dać efekt.
Pozdrowienia
Michał (mifil na freediving.com.pl)