No to miniurlop za nami! Warto było pojechać i odwiedzić stare śmieci. Od początku nasz wyjazd zakładał sporą dawkę świeżego powietrza i odpoczynku. W to wszystko próbowaliśmy wkomponować jakiekolwiek formy ruchu, żeby nie zapomnieć jak to jest jak trzeba się ruszać i coś robić. Nazbierała się nas całkiem spora grupka. Dwa pierwsze dni raczej nie zachwyciły nas pogodą i cały czas mieliśmy nadzieję, że jednak pogoda się poprawi. No i tak się stało! Sobota i Niedziela momentami dostarczały nam aż za dużą dawkę słońca.
Dzień pierwszy to po prostu rozpakowywanie i krótki rekonesans po okolicy. Drugi dzień już pełną parą: rano joga na trawie, trochę ćwiczeń oddechowych i rozciągania, później spacer nad jezioro oraz przygotowanie popołudniowego grilla, który stał się nasza obiado-kolacją. Wieczorem do nas, Maczków, Olgi i Marcina dołączyli jeszcze Krzysztof, Malwina i Wojtek. Po przywitaniu z nimi stwierdziliśmy, że sprawdzimy co Łagów ma nam do zaoferowania w sferze kulturalnej i wybraliśmy się na koncert na dziedzińcu zamkowym. Rosyjskie ballady i romanse w takiej scenerii naprawdę się podobały ;-) Sobotni poranek – oczywiście rozciąganko i trochę gimnastyki. Tym razem przełamaliśmy się i nasz spacer nad jeziorko nie skończył się jedynie na zwiedzaniu wybrzeża, ale także trochę ponurkowaliśmy. I tu okazało się, że:
Nasze nurkowanie bardzo pobudziło nam apetyt, więc zaraz po powrocie do domku rozpoczęliśmy przygotowania do wieczornej biesiady – oczywiście – nasza obiadokolacja to przede wszystkim grill. Dzięki Krzyskowi, Malwinie i Wojtkowi udało nam się przechwycić żar z ich już wcześniej rozpoczętego „rusztowania” dzięki czemu nasza część posiłku mimo małego paleniska była szybko gotowa. Aha warto wspomnieć (może zainteresuje to nurków scuba) – baza nurkowa Zamek w Łagowie nie popisała się niestety niczym wyjątkowym w przyjęciu naszych kolegów. Nie chcę się wdawać w szczegóły – jeśli macie pytanie to za przyzwoleniem Krzysztofa przekieruję Was do niego. Jednak chyba nie wszystkim zależy na budowaniu dobrej atmosfery.
W przerwie biesiady udało mi się znaleźć czas by spokojnie sprawdzić test teoretyczny Maczka – okazało się, że zdał na styk! Omówiliśmy wszystkie błędy w teście i tym samym Maczek stał się kolejnym zdobywcą certyfikatu na drugi poziom Apnea Academy! Po obżarstwie przyszedł czas na pogawędki przy piwie do późnego wieczora. Niedziela przywitała nas totalnym rozleniwieniem i niestety nie odbyła się poranna joga, musieliśmy także dosyć szybko się spakować :-( Marcin z racji zawodowych obowiązków wyjeżdżał z samego rana. Reszta ekipy udała się nad jezioro by popływać chwilkę. Wierzcie mi: pływanie w takim ciepłym jeziorku to czysta przyjemność! Nic dodać nic ująć. Przyszedł niestety czas na wyjazdy i rozstania. Fajnie, że nasza grupa (mam nadzieję, że na wiecej niż jeden raz) rozrosła się o kila kolejnych osób. Wprawdzie na razie są po złej stronie mocy ;-) (scuba), ale to tylko kwestia czasu – zresztą uważam, że freediving jest fenomenalnym uzupełnieniem umiejętności dla kogoś kto nurkowanie scuba traktuje trochę poważniej niż ciąganie za zawór przez egipskiego przewodnika nad rafą ( a widziałem sporo takich przypadków!). Wyjazd pokazał że nurkowie zarówno free jak i scuba mogą się świetnie uzupełniać, po drugie przybyło dwóch kolejnych certyfikowanych freenurków, po trzecie dał nam chwilę wytchnienia od pracy i wielkomiejskiego zamieszania.
Pingback: SillyWalks - absolutnie (nie)poważny blog podróżniczy ;) - 5 dni w Łagowie
Tomek lip 23 2011 - 14:52
fajnie ze wam sie udal wypad za miasto wy lenie!!!:P widze sporo zmian. marcina chyba napadli i mu skalp ukradli. chopoka ledwie idzie poznac bez wlosow. a ewelina dorobila sie dzidziusia jak widze. i nawet o tym nic na gornym slasku nie wiemy. no nie ladnie ewi, nie ladnie:(
pozdrowionka
Gulczas sie 15 2011 - 01:20
Co jest, MRUWA?! Nie mowi ze nic sie nie dzialo od Lagowa, wiem ze to ze ja wyjechalem to tragedia, ale zeby az tak?