Warning: include_once(/home/maczek/mruwa/freedive.pl/wp-content/themes/thedawn/home/maczek/mruwa/freedive.pl/wp-content/plugins/option-tree/includes/ot-functions.php) [function.include-once]: failed to open stream: No such file or directory in /home/maczek/mruwa/freedive.pl/wp-content/plugins/option-tree/ot-loader.php on line 553

Warning: include_once() [function.include]: Failed opening '/home/maczek/mruwa/freedive.pl/wp-content/themes/thedawn/home/maczek/mruwa/freedive.pl/wp-content/plugins/option-tree/includes/ot-functions.php' for inclusion (include_path='.:/opt/alt/php53/usr/share/pear:/opt/alt/php53/usr/share/php') in /home/maczek/mruwa/freedive.pl/wp-content/plugins/option-tree/ot-loader.php on line 553

Warning: include_once(/home/maczek/mruwa/freedive.pl/wp-content/themes/thedawn/home/maczek/mruwa/freedive.pl/wp-content/plugins/option-tree/includes/ot-functions-deprecated.php) [function.include-once]: failed to open stream: No such file or directory in /home/maczek/mruwa/freedive.pl/wp-content/plugins/option-tree/ot-loader.php on line 553

Warning: include_once() [function.include]: Failed opening '/home/maczek/mruwa/freedive.pl/wp-content/themes/thedawn/home/maczek/mruwa/freedive.pl/wp-content/plugins/option-tree/includes/ot-functions-deprecated.php' for inclusion (include_path='.:/opt/alt/php53/usr/share/pear:/opt/alt/php53/usr/share/php') in /home/maczek/mruwa/freedive.pl/wp-content/plugins/option-tree/ot-loader.php on line 553
Zakończenie sezonu w Lubikówku już za nami! – Szkoła Freedivingu Freedive
Warning: call_user_func_array() expects parameter 1 to be a valid callback, function 'ot_load_google_fonts_css' not found or invalid function name in /home/maczek/mruwa/freedive.pl/wp-includes/class-wp-hook.php on line 286

Warning: call_user_func_array() expects parameter 1 to be a valid callback, function 'ot_load_dynamic_css' not found or invalid function name in /home/maczek/mruwa/freedive.pl/wp-includes/class-wp-hook.php on line 286

Zakończenie sezonu w Lubikówku już za nami!

Każdy sezon – jak sama nazwa wskazuje kiedyś się kończy. Inaczej nie byłby sezonem ;-) Postanowiliśmy, by nasz sezon także posioadał umowne zakończenie. Umowne, bo każdy freediver wie, że sezon prawdziwego freedivera trwa przez cały rok ma jedynie różne formy. Tak jest i u nas. A że w tym roku sporo nurkowaliśmy, jednak nie odwiedziliśmy zbyt wielu jezior – postanowilismy dosłownie rzutem na taśmę sprawdzić nowy dla nas, a dla szerokiej rzeszy nurków bardzo znany, akwen – jezioro Lubikowskie.

Jako naszą bazę noclegowa i nie tylko wybraliśmy folwark Amalia w Lubikówku. Mieliśmy nadzieję, na godne warunki i dobre dojście do wody. Nie zawiedliśmy się. Aby jak najwięcej czasu spędzić nad wodą i móc nim swobodnie dysponować zdecydowaliśmy się na wyjazd z Wrocławia już w piątek po pracy, tak by następny poranek powitać już nad jeziorem. Piątkowy wieczór nie koniecznie napawał optymizmem patrząc na pogodę – siąpił lekki deszczyk, momentami upstrzony płatkami śniegu a cały folwark był schowany w ciemności …

Sobotni poranek przyniósł to czego oczekiwaliśmy i to w dużej dawce. W świetle dnia mogliśmy podziwiać całą okolicę, która zaskoczyła nas stopniem zagospodarowania oraz miłą atmosferą. Ponieważ jednak poranek – jak przystało na tą porę roku, był bardzo chłodny postanowiliśmy spokojnie zjeść śniadanko i odczekawszy 2-3 godzinki udac się na upragnionego nura. Śniadanie zjedliśmy iście królewskie. Na świeżym powietrzu, a że każdy coś przywiózł – było bardzo bogate w różne kulinaria. Był osporo warzyw, dodatków, kilak rodzajów pieczywa, no i oczywiście niezastąpiona o tej porze roku ciepła herbata z miodem i cytryną :D Po śniadaniu trochę kierowania potrzebą zakupienia kilku drobiazgów, trochę chęcią pozwiedzania okolicy poszliśmy do Lubikowa do sklepu. Przyznam, że wejście do wsi, gdzie na i przy drodze nie ma żywego ducha a wszystkie budynki są opuszczone i mają wybite szyby nie napawa optymizmem a kojarzy się jednoznacznie ze scenerią do trillera… Jednak gdy znaleźliźmy sklepik w samym centrum wsi – ucieszyło nas zderzenie z atmosferą lokalnego „meeting place”. Sklep był co najmniej wielobranżowy a pani ekspedientka bardzo miła. Obok zapalniczek wypatrzyłem słoiki miodu z lokalnej pasieki – oczywiście jako miłośnik produktów pszczelarskich od razu dokonałem zakupu! Gdy wróciliśmy ze spaceru druga grupa naszych przyjaciół z klubu nurkowego Pirania docierała do celu. Na wieczór zaplanowane wspólne duże ognisko. Przebierając ze zniecierpliwienia nogami rozpoczęliśmy przygotowania do nurkowania. Ze względu na temperaturę zdania co do metody nakładania i ściągania pianki były podzielone. Hania i Jacek zdecydowali się na ubieranie pianki pod prysznicem a ja i Kuba – tradycyjnie – nad brzegiem jeziora.

Gdy znaleźliśmy się na pomoście – naszym oczom ukazał się przepiękny widok …

Od razu wskoczyliśmy do wody by pobuszować i pozwiedzać okolicę. Blisko pomostu jest kilka poręczówek, które prowadzą do dwóch platform na 5 i 7-miu metrach oraz kilku podwodnych atrakcji – m.in. podwodny tor przeszkód oraz zatopione łódki. Podczas tego pierwszego nurkowania nie udało nam się sprawdzić wszystkich tras – za bardzo ciągnęło nas do szuwarowania i sprawdzenia jak wygląda okoliczna podwodna fauna i flora. Trochę zawiedliśmy się – bo trafiliśmy tylko jedną większą ławicę okoni. Na zakończenie nurkowania ja i Kuba wzbudzaliśmy niemałą sensację gdy ściągaliśmy kombinezony w lodowatej wodzie jeziora. Jednak słaby wiatr i przebijające się słońce pozwalało na znośne przetrzymanie chwilowego dyskomfortu.

Szybkie ubranie w ciepłe ciuchy i przygotowanie popołudniowego miniobiadku. Mini ponieważ główny posiłek to zaplanowany na wieczór pieczony udziec :D Po przedobiadku rozpoczęło się rozpalanie ogniska – a ponieważ drewno było mocno zawilgocone było to nie lada wyzwaniem. Z naszej strony wykazał się Kuba jak główny ogniomistrz, dzielnie rozdmuchując płomienie. Nie wygrała z nim nawet przyniesiona butla ze sprężonym powietrzem ;-) Do końca dnia siedzieliśmy przy ognisku, podjadając pieczony udziec i popijając różne trunki, które akurat mieliśmy.

Niedzielny poranek był zdecydowanie chłodniejszy niż poprzedni. Jednak zdecydowaliśmy krótko – jeszcze przed śniadaniem z samego rana idziemy na nurkowanie. Głównie zależało nam na obejrzeniu zatopionych łódek, na które nie starczyło nam czasu w sobotę. Śniadanie zaplanowane dopiero po nurkowaniu. Mimo początkowych oporów nie żałowaliśmy wejście do wody – łódki okazały się fajną zabawą a nam czas szybko płynął pod wodą…

 

Po nurkowaniu Kuba i ja ponownie wzbudzilismy sensację ściągając pianki w wodzie – klub morsa chyba będzie dla nas odpowiednią alternatywą w sezonie zimowym ;-) Śniadanie smakowało nam ogromnie! Wszyscy byliśmy bardzo głodni po nurkowaniu więc zjedliśmmy wszystie nasze zapasy. Podczas podróży powrotnej całe szczęście okazało się, że żelazna rezerwa jenak została i Kuba podzielił się z nami czekoladą i snickersem. Przyszedł czas na szybkie porzegnanie się z Piraniami i w drogę! Podróż powrotna była nad wyraz spokojna. Folwark Amalia okazał się całkiem przyjaznym miejscem i będziemy je mile wspominać i pewnie nie raz będziemy do niego wracać.

[nggallery id=51]